Koniuchy liczyły ponad trzystu mieszkańców i około 60-80 zabudowań. Miejscowość leżała w powiecie lidzkim, w gminie Bieniakonie na skraju Puszczy Rudnickiej, w której stacjonowały sowieckie i żydowskie oddziały. Wiosną i latem 1943 r. do wsi regularnie przybywali partyzanci. Przy jednej z wizyt rabunkowych dwaj bracia Franciszek i Adolf Radzikowscy, uzbrojeni w siekiery, odpędzili ich od swojego domu. Starosta gromady Koniuch – Stanisław Bobin – zwrócił się z prośbą do władz litewskich o pomoc, a te zasugerowały, aby wieś sama się uzbroiła.
Samoobrona w Koniuchach
Jesienią 1943 r. do miejscowości przybyło czterech członków oddziału policji litewskiej. W gospodarstwie Władysława Woronisa doszło do spotkania i zadecydowano o utworzeniu samoobrony. Poza nim inspiratorami byli Józef Bobin i Jan Kodzis. Woronis już po wojnie stanął przed sądem za wrogie działania przeciwko władzy radzieckiej podczas niemieckiej okupacji. Oskarżono go o zbrojne wspieranie niemieckiego okupanta poprzez organizowanie obław i zasadzek na sowieckie oddziały partyzanckie.
Samoobrona z Koniuch broniła również dwie sąsiednie wsie: Poczobuty i Gierwiszki. Mieszkaniec Koniuch Edward Tubin wspominał, że w pobliżu znajdowały się także Rakliszki, w których stacjonował sztab oddziału litewskiego (253. litewski batalion Schutzmannschaft). Podczas przeprowadzania działań antypartyzanckich samoobrona ich wspierała.
Samoobrona miała bronić mieszkańców wsi przed napadami. Ponadto ich celem stało się śledzenie ruchów sowieckich oddziałów. W ten sposób można było zawczasu przygotować się do napaści i zapobiec rabunkowi. Dowódca V batalionu 77 pp. AK mjr Stanisław Truszkowski podawał, że Koniuchy należały do jego siatki konspiracyjnej. Część mieszkańców była w szeregach 2. Kompanii. Oczywistym jest, że te wszystkie działania nie odpowiadały okolicznym oddziałom partyzanckim. W ostatnich miesiącach 1943 r. grupy sowieckie wysyłały liczne listy z pogróżkami. Pisano w nich:
„Koniuchy! Przerwijcie walkę przeciwko partyzantom! Złóżcie broń! Jeśli będziecie kontynuować walkę, spalimy wieś i zniszczymy wszystkich mieszkańców”.
Mieszkańcy groźby zignorowali. W nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. mieszany oddział liczący około 120-200 osób otoczył wieś. Wg ustaleń śledczych Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi (OKŚZpNPŁ) byli to partyzanci z oddziałów: „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio”, oddział im. Adama Mickiewicza. Pierwszy z wymienionych należał do Brygady Kowieńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, pozostałe zaś do Brygady Wileńskiej. Oddziały te były wielonarodowościowe. Należeli do nich m. in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie, czerwonoarmiści zbiegli z obozów jenieckich oraz Litwini. Nie ma pewności ilu partyzantów faktycznie weszło do Koniuch i uczestniczyło w akcji. Część z nich pozostała na drogach do niej prowadzących jako ubezpieczenie.
Zamienić wieś w popioły
Usprawiedliwiając atak na wieś, partyzanci utrzymywali, że Koniuchy były
„silnie ufortyfikowane. Każdy dom stanowił militarną pozycję, a w pobliżu każdego budynku znajdowały się okopy. Po obu stronach wsi znajdowały się wieże obserwacyjne […]”.
W związku z tym
„Sztab Brygady zdecydował zrównać Koniuchy z ziemią aby dać przykład innym. Pewnego wieczoru 120 najlepszych partyzantów ze wszystkich obozów, uzbrojonych w najlepszą broń, wyruszyło w stronę tej wsi. Między nimi było około 50 Żydów, którymi dowodził Jaakow (Jakub) Prenner. […] Mieli rozkaz, aby nie darować nikomu życia. Nawet bydło i nierogacizna miały być wybite, a wszelka własność spalona. [… ] W ciągu kilku minut okrążono wieś z trzech stron. Z czwartej była rzeka, a jedyny most był w rękach partyzantów”.
Przebieg wydarzeń potwierdzał inny partyzant Isaac Kowalski. On również podkreślał, że Koniuchy były znakomicie uzbrojone i wyposażone w karabiny maszynowe przez Niemców. W związku z tym rozkazano im,
„aby zniszczyć wszystko co się rusza i zamienić wieś w popioły”.
Co ciekawe do dzisiaj zdarzają się opinie, że Koniuchy były wsią współpracującą z Niemcami. Opierają się wyłącznie na relacjach żydowskich partyzantów, dla których wieś była „cierniem w łapie”, ponieważ mieszkańcy nie pozwalali się bezkarnie rabować. Żydowscy partyzanci pisali we wspomnieniach, że gospodarze bronili się przed wszystkimi ich „akcjami zbrojnymi”, które miały na celu jedynie zdobycie zaopatrzenia. Trudno w tej sytuacji dziwić się ludności z Koniuch, że po rozmowach z Niemcami uzbroili się i założyli samoochowę.
Gdyby wieś zmilitaryzowała się bez zgody władz okupacyjnych, zostałaby spacyfikowana przez Niemców. Samoobronę zorganizowano przy pomocy stacjonującego w pobliskich Butrymańcach oddziału AK i litewskiego oddziału pomocniczego. Oczywistym jest, że miało to wpływ na pacyfikację wsi przez partyzantów, a współpraca z tym ostatnim dała im możliwość argumentowania, że mieszkańcy kolaborowali z okupantem. Oddział sowiecki z jednej strony chciał pozbyć się niepokornych chłopów, którzy nie pozwalali odebrać sobie majątku i tym samym nie wspierali partyzantów. Z drugiej strony pragnęli zademonstrować swoją siłę i zastraszyć inne wsie.
W Archiwum Specjalnym Litwy znajduje się informacja, że celem samoobrony była walka z partyzantami, a co za tym idzie skłócenie
„miejscowych mieszkańców pomiędzy sobą: Litwinów przeciwko Polakom i Polaków przeciwko Litwinom, aby posługując się nienawiścią narodowościową można było wzmocnić prześladowanie partyzantów radzieckich”.
Stwierdzono również, że „Bandy z samoobrony napadały na partyzantów razem z Niemcami”. Dalej napisano nawet, że
„We wsi Dargužiai było znacznie trudniej, jednak i tu nam się udało rozbroić ich, i tu została zlikwidowana »samoobrona«, chociaż część mieszkańców już była uzbrojona. Nieco trudniej było we wsiach Bakaloriškės i Koniuchy, ponieważ w tych wsiach działał mocny oddział »samoobrony«, który terroryzował okoliczne wsie”.
Jest to przewrotna próba wyjaśnienia napaści na wieś przez oddział partyzancki. Można odnieść wrażenie, że w tej niedatowanej notatce starano się przedstawić atak jako próbę ratowania mieszkańców przed działaniami samoobrony.
Partyzanci ewidentnie czuli się zdeprymowani niechęcią i brakiem współpracy. Świadczą o tym m.in. radiogramy wysyłane przez dowódcę Genrikasa Zimanasa do naczelnika sztabu ruchu partyzanckiego Litwy Antanasa Snieczkusa. 29 stycznia 1944 r., po ataku na Koniuchy, pisał:
„Dookoła nas wzmacnia się samoobrona. Jedną z najważniejszych przyczyn jest niedostateczne odcięcie z naszej strony, którego nie możemy znacząco wzmocnić wskutek braku broni i co najważniejsze – amunicji”.
Kilka miesięcy później 7 kwietnia podawał:
„Amunicji nie ma, broni nie ma, dookoła nas podnoszą głowy członkowie samoobrony, »biali« [Polacy], gdzie się ruszysz, wszędzie ślady, a potem »albo któregoś chowaj, albo skreślaj z listy«. Swoich baz nie uważamy za twierdze. Jakże można by uważać, skoro »biali« prawie dochodzą do nich. Gdzie się mamy podziać? Konspirować po wsiach – oznacza bezcelowo niszczyć aktyw i to wcale nie dlatego, że wieśniacy nas nienawidzą. Jeśli się odłączysz od siły zbrojnej, nawet w »rejonie partyzanckim« para »chuliganów-kułaków«, która przyjdzie z sąsiedniej wsi należącej do samoobrony, zastrzeli cię, nie wzywając nawet policji […]”.
